Obserwatorzy

sobota, 11 maja 2013

Rimmel: BB, Apocalips, Flex, Eye-liner

Cześć wszystkim czytelnikom. ;*
Wybaczcie zastój na blogspocie, ale kto śledzi mnie na facebooku wie pewnie, iż przez ostatni czas użerałam się z maturkami. Cóż, półmetek już za mną, tak więc pora coś naskrobać. Jeśli jeszcze nie wzięliście udziału- na fanpage'u do 17 maja toczy się rozdanie o paletkę Sleek. Zapraszam: https://www.facebook.com/fashionery.

Tymczasem dzisiaj porozmawiamy trochę o kolorówce, której ostatnio poświęcam mniej postów, ale trzeba to w końcu ciut nadrobić. W końcu nie całe grono czytelników chce czytać jedynie o włosach. ;)
Więc dzisiaj weźmiemy pod lupę kosmetyki Rimmela: eye-liner wodoodporny w kolorze jasnego brązu, krem BB, nowy tusz do rzęsScandaleyes flex oraz błyszczykoszminkę Apocalyps w kolorze nude. Najpierw mała fotorelacja zdjęciowa z podpisami- co, gdzie i jak a potem poszczególnie recenzje (bo fotki oczywiście mi się pomieszały).


(2 zdjęcia powyżej: rzęski pomalowane tuszem Flex. przy okazji na powiece eye-liner Rimmela 001 black, o którym pisałam Wam kiedyś)

(zdjęcie zbiorcze: o tym dzisiaj)


(2 zdjęcia powyżej: eye-liner Rimmela 002 brown)

(tusz Rimmel scandaleyes flex lycra)

(tutaj macie szczoteczkę)

(BB cream, odcień ligt, maźnięty na kartce)

(BB na ręce- przy okazji na pazurkach My secret lavender)

(BB po rozsmarowaniu)

(Apocalips 100 phenomen)

(a tutaj macie całościowy look z dzisiaj: usta-> Apocalips 100, twarz-> BB light, puder Myio 001, policzki-> róż Hean, oczy-> tusz Lycra flex, eyeliner Rimmel 001, cień wet'n'wild)

Przejdźmy więc do recenzji. :)

Eye-liner żelowy 002 ok. 30zł/2g
Niemalże każdego dnia do makijażu używam jego czarnej wersji, o której już kiedyś pisałam. Tym razem jednak wzięłam pod lupę odcień jasnego, lekko błotnistego brązu. Pędzelek przy początkach używania całkiem w porządku. Po jakimś czasie robi się lekko bardziej miękki i ciężko zrobić nim perfekcyjną kreskę, toteż używałam swojego z zestawu pędzli. ;-) W przeciwieństwie do czarnego odpowiednika, nie odbija się na górnej powiece nawet po kilku godzinach. Całkiem trwały, nie wygląda tępo, jest żelowy, więc lekko połyskuje na powiece. Kolorek delikatny, dobry dla osób, preferujących subtelny dzienny makijaż. Jako drobny minus pocztuję jedynie to, iż nie pasuje do każdego koloru cieni. Niemniej, polecam.

Tusz scandaleyes lycra flex ok. 29zł/12 ml
 Z tuszami Rimmela też miałam już styczność w kilku wersjach. Scandaleyes polubiłam szczególnie w pomarańczowym opakowaniu, w wersji wodoodpornej. Opakowanie jak zawsze przykuwa uwagę, tym razem ostrą zielenią. Wielgachny rozmiar szczoteczki również mnie nie zaskoczył. Przy kilku pierwszych użyciach miałam jednak problem z grudkami- stworzyły się zarówno na rzęsach, jak i samej szczoteczce. Przy wielu nowych tuszach się jednak z tym spotkałam i bynajmniej mnie to nie zniechęciło do kolejnych podejść. Choć w tuszach szukam przede wszystkim wydłużenia a ten tusz pogrubia, polubiłam go. Sprawia, że rzęsy naprawdę zyskują na objętości, a oko jest dużo bardziej wyraziste, takie kocie. Swoją drogą można go nałożyć na rzęsy kilkukrotnie- wtedy je wydłuży, pogrubi... i przy odrobinie wprawy ich nie sklei. ;-)

BB cream odcień light ok. 25 zł/30 ml
Producent obiecuje aż 9 w 1- wyrównanie kolorytu, nawilżenie, zmniejszenie widoczności porów, zakrycie i korekcję niedoskonałości, wygładzenie, zmatowienie, rozświetlenie i ochronę przed UV. Posiada także filtr 25. Chociaż na wielu blogach różnej maści BB kremy były wciąż zachwalane, przyznam się, że propozycja Rimmela była jedyną, jaka mnie zaciekawiła. Cóż, pewnie przez to 9 w 1... ;-). Jak widzicie na zdjęciu, gdy krem jest nierozsmarowany na ręce- wydaje się być dużo jaśniejszy od mojej karnacji. Po rozsmarowaniu jednak świetnie się wpasowuje. Konsystencja jakby pomieszać dobry podkład z lekkim kremem na dzień. Zapach przyjemny. Na plus także to, iż nie tworzy na buźce efektu maski. Mam jednak w zwyczaju na normalny podkład narzucać puder. Przy stosowaniu tego kremu zamiast podkładu nie radzę jednak- puder nakłada się nierówno, tworzy nieciekawy efekt, jakby "miesza się" z kremem. Co do obiecanego 9 w 1- do żadnego z punktów nie mam zastrzeżeń, producent zdecydowanie nas nie okłamał. Działanie matujące mogłoby być ciut silniejsze, ale być może to tylko ja mam bzika na tym punkcie. Podobają mi się takie wielofunkcyjne kosmetyki, wygodne.

Apocalips 100 phenomen ok. 30 zł/5,5 ml
Lakier do ust dostępny w ośmiu kolorach. Przyznam, że w sklepie mocno mnie zdziwił. Świetne opakowanie- kształt kryształu na górze jest świetny. Sam produkt wyglądał mi dość podejrzanie po odkręceniu- jakby rozpuścić szminkę, dodać połysk błyszczyka i powlec całość bezbarwnym lakierem do paznokci. Odczułam deja vu, nakładając go po raz pierwszy na usta. Jednak od razu się z nim polubiłam, chociaż sprawia na ustach nieco cięższe wrażenie, niż zwyczajny błyszczyk czy pomadka ochronna. Usta są wypełnione kolorem, który, muszę przyznać, jest naprawdę mocny. Trzeba bardzo! uważać przy malowaniu, bo przy tak odróżniającym się kolorze od koloru ust, każdy ubytek jest widoczny. Kolor, który mam, jest ślicznym brzoskwinkowym beżem typu nude, a bardzo takie kolory lubię. ;-) Na ustach utrzymuje się dość długo- początkowo wygląda jak szminka powleczona błyszczykiem, potem zostaje efekt szminki. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo oryginalny produkt, warto spróbować. Z chęcią zaopatrzę się także w inne kolorki! Pokażę Wam jeszcze szminkę w ujęciu bardziej "z daleka" dla lepszego ujęcia efektu.


PS nie, nie martwcie się. Nie wróciłam do czarnych włosków, nadal pielęgnuję coraz bardziej naturalny brąz. To zdjęcia z jeszcze głębokiej zimy. Swoją drogą, trzeba na dniach zrobić włosową aktualizację.

Lubicie któryś z powyższych kosmetyków? A może na których nabraliście ochoty?
Dobrej nocy,
xoxo

wtorek, 23 kwietnia 2013

Włosomaniactwa ciąg dalszy

Cześć Kochani.
Zapowiedziałam wczoraj na fanpage, że dzisiaj opiszę Wam drugą część kosmetyków do włosów, jaką ostatnio zamówiłam na iperfumy, w związku z czym postanawiam dotrzymać słowa. Wiem jednak, iż nie wszyscy czytelnicy mogą być zadowoleni faktem, iż ostatnio wciąż piszę o preparatach do włosów, w związku z czym zapowiadam na jutro post na temat gumach Orbit i kosmetykach Rimmela do makijażu oczu i ust. W sobotę co prawda wyjeżdżam, a i piątek mam cały zajęty, ale na posty mam jeszcze środę i czwartek, tak więc możecie się nie martwić. ;-) Być może z Gór również uda mi się coś dla Was naskrobać, ale tego nie obiecuję. Recenzję zaczniemy, gwoli tradycji, od zdjęć.





Odżywka Garnier Doux do włosów suchych i zniszczonych Morela i Migdały- 200ml/12,21
 Z Garnierem miałam już styczność wcześniej, aczkolwiek ta odżywka była dla mnie nowością. Preferuję ostatnio eksperymenty typu mieszanie wszystkiego, co nadaje się do włosów i tą polubiłam najbardziej w połączeniu z marchewkowym Kallosem, o którym pisałam w poprzednim poście. Na opakowaniu zalecają nałożenie jej na włosy po myciu na 3-5 minut, aczkolwiek nakładałam ją na włosy suche przed myciem, przykrywając folią i ręcznikiem na czas ok. 60 minut. I myślę, że tak sprawdza się lepiej, bo co z włosami może zrobić produkt, mając z nimi kontakt przez 2-3 minuty? Nic. A tak przynajmniej są widoczne efekty. Włoski łatwe w rozczesywaniu, przyjemnie pachnące, ale nieprzyklapnięte. Na pewno wyglądały bardziej zdrowo. Nie naprawiła jednak do końca rozdwojonych końcówek, ale tutaj chyba nie w tym rzecz, bo z takim preparatem się jeszcze nie spotkałam.

Odżywka Garnier Doux do włosów suchych i zniszczonych Awokado i Karite- 200ml/11,89
O tej odżywce słyszał chyba każdy, szanujący choć trochę swoje włosy. Przyznam szczerze, iż była to moja pierwsza buteleczka tego specyfiku, czego szczerze żałuję. Zapach bajeczny. Lubię takie ;-). Stosowałam ją tak jak powyżej z tą jednak różnicą, iż z niczym jej nie mieszałam. Co do aplikacji ani konsystencji nie mam zastrzeżeń. Przykro mi jedynie, iż tak szybko się kończy. Jest to jednak wina częstego stosowania, bowiem mogę ją spokojnie mianować moją ulubioną odżywką. Sprawdza się zarówno jako kompres przed myciem (patrz opis przy poprzednim produkcie), jak i zwykła odżywka po myciu. Włoski wyraźniej bardziej odżywione, błyszczące, jakbym wcale w niedawnym czasie nie rozjaśniała ich trzykrotnie. Polecam każdej osobie, mającej problem z suchymi włosami po zabiegach chemicznych. WIELKIE TAK.

Szampon Garnier Doux dla włosów normalnych bez połysku Lawenda i Róża- 250ml/11,89
Podoba mi się szata graficzna opakowania. Kwiatki, zawijasy- coś oryginalnego, przykuwającego oko szczególnie wiosną. Konsystencja raczej gęsta- bardziej żelowa, aniżeli kremowa. Zamówiłam ze względu na to, iż lawendę i różę lubię bardzo. Jak się okazuje jednak... jedynie osobno. Połączenie tych dwóch zapachów jest zdecydowanie nie dla mnie. Choć piękne- nie do końca ze sobą wpółgrają i ciut mnie drażnią. Co do samego działania na włosach- błyszczeć, rzeczywiście błyszczą się ładnie. Innych walorów brak, chociaż na to narzekać nie mogę- podstawowe swoje założenie szampon spełnił. Być może przy włosach normalnych efekty są lepsze.

Szampon Loreal regenerujący do włosów suchych i zniszczonych Total Repair- 250ml/13,00
Cóż, szampon ma niebywale krótki kontakt z włosami i, choć w założeniu ma regenerować, cudów spodziewać się nie należy. Nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, ażeby sam szampon zregenerował włosy i naprawił wszystkie, powstałe wcześniej, zniszczenia. Ten jednak przynajmniej nie okazał się totalnym bublem, jak to mi się wcześniej niejednokrotnie zdarzało. Konsystencja nieprzeźroczysta, kremowa, pachnąca bliżej niezidentyfikowanie, ale niedrażniąco. Mogę powiedzieć, że dobrze wygładza, łuski wydają się jakby bardziej domknięte. Nie przeciąża, dobrze się pieni i spłukuje. Z pewnością sprawdzi się przy różnych rodzajach włosów.

Reasumując, z w/w produktów zdecydowanie z całego serca mogę polecić obie Garnierowskie odżywki. Na pewno zużyję ich jeszcze niejedną buteleczkę.
Stay tuned, jutro nowy post, tym razem w końcu o odmiennej tematyce, cobyście co chwila nie ziewali przy nowych notkach.
Coś z powyższych znacie, lubicie? Coś Was zaciekawiło?
xoxo

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Kallos: marchewkowa maska, odżywka w spray'u, szampon i balsam

Hej Kochaniiii! ;* Witam Was w końcu w całkowicie wiosenny dzień. Pogoda za oknem taka, iż nic tylko spacerować. ;) Na początek chcę Wam za coś podziękować. Mój facebookowy fanpage (na którym obecnie do wygrania paletka Sleeka) dzisiaj przekroczył tysiąc. Dziękuję Wam za to niezmiernie i zapraszam do dalszego śledzenia strony. Jesteście magiczni. ;) Adres: http://facebook.com/fashionery :)

Aż sobie pstryknęłam pamiątkowego printa. ;-)

A dzisiaj napiszemy sobie trochę o części produktów z poprzedniego posta. Zgodnie z życzeniem, zaczynam od produktów Kallosa. Najpierw fotki. Przepraszam jedynie, że nie mam swojego zdjęcia szamponu, ale jest on u mamy, ponieważ to ona go użytkuje. Niemniej o działaniu mi opowiedziała. ;-) Kolejność recenzji zgodnie z kolejnością zdjęć. Wszystkie produkty zamówiłam tutaj: iperfumy.










Balsam odbudowujący do włosów zniszczonych: 500 ml/12,45
 Uwielbiam go mieszać z olejem kokosowym i nakładać pod folię- ma do tego idealną konsystencję (lekko kremową). Zapach bardzo przyjemny. Zaliczam go do wydajnych, ponieważ ma stosunkowo niewielki otworek, przez co nie wylewa się go za dużo. Końcówki rzeczywiście wyglądają lepiej, włoski prosto się rozczesuje. Dla widocznego efektu trzymałam go na włosach minimalnie godzinę, pod folią i ręcznikiem. Plus: świetna cena jak na 500 ml balsamu do włosów zniszczonych. Polecam do włosów cienkich, rozdwajających się, suchych i zniszczonych.

Odżywka w spray'u bez spłukiwania do włosów suchych i zniszczonych: 300ml/12,05
Tutaj niestety się rozczarowałam. O ile kocham praktycznie wszystko marki Kallos, o tyle ta odżywka ma niewiele zalet- świetny aplikator i przykuwającą oko buteleczkę. Ano i całkiem w porządku zapach. Poza tym nie zaważyłam poprawy jakości włosów, stosowałam po myciu na mokre włosy, przed rozczesaniem. I tutaj również minus, bo niezbyt pomaga nawet rozczesać je bez szarpania. Plus za to, że nie obciąża. Niestety, chyba szukam czegoś innego od odżywki b/s. Sprawdzi się raczej na włosach normalnych, nie zniszczonych.

Maska marchewkowa do wszystkich rodzajów włosów: 1000ml/15,10
Po wyjątkowo udanym romansie z Kallosem kokosowym, którego została mi już tylko jedna trzecia, postanowiłam skusić się na marchewkę, mając nadzieję, iż nie zyskam rudego refleksu na włosach ;D. Na szczęście nic takiego się z nimi nie stało. Zapach wprost bajeczny, żadnej marchewki ze słoika, tylko raczej słodki, owocowy powiedziałabym. Czasem mieszałam go z odżywkami Garniera, o których w jutrzejszym poście. Konsystencja dobra, średnio kremowa i średnio rzadka. Denerwuje mnie tylko to, że można go nalać za sporo, przydałby się jakiś aplikator. Włosy na drugi dzień w świetnym stanie po spłukaniu lekkim szamponem. Żadnych problemów z rozczesaniem. Odnośnie jednak likwidacji/niwelacji zniszczeń- zdecydowanie wolę kokosowego. Przy kolejnym zamówieniu skuszę się jednak na owocowego. ;) Jak próbować, to wszystkich. Polecam do każdego rodzaju włosów, też do takich pozbawionych blasku.

Szampon przeciwłupieżowy: 300ml/ok.13 zł
Nie pamiętam dokładnie ceny, ponieważ nie widzę go obecnie w sklepie. Tutaj kilka słów od mojej mamy, bo ja się na szczęście z łupieżem nie użeram. ;) Buteleczka całkiem wygodna, niewielki otworek. Konsystencja raczej kremowa. Dobrze się pieni. Nie pachnie nieprzyjemnie, jak niektóre szampony, mające zwalczać łupież. Efekt odświeżenia, włoski pachnące i nieobciążone. Po dwóch pierwszych użyciach nie zauważyłam znaczącej poprawy- dopiero po kilku łupież zaczął stopniowo znikać. Myślę, że jestem w stanie zaprzyjaźnić się z nim na dłużej, fajnie działa. Polecam do włosów cienkich, normalnych, borykających się z problemem uporczywego łupieżu. 

Reasumując, z powyższych produktów Kallosa najbardziej zaprzyjaźniłam się zdecydowanie z balsamem do włosów zniszczonych, aczkolwiek poza odżywką b/s wszystkie mogę Wam polecić. ;)
Życzę Wam pięknego wieczoru.

PS Coś Wam wpadło w oko?
xoxo

wtorek, 16 kwietnia 2013

Nowości do włosów- iperfumy

Hej Kochane. Wiosna przyszła a ja tu spore zaległości sobie robię, ale ostatnie dwa tygodnie poświęciłam dla domu- gotowanie, gotowanie, przygotowywanie, sprzątanie, zakupy... Ach, perfekcyjna pani domu.
Tymczasem mam sporo nowości do włosów znowuż z iperfumy, które już Wam pokazuję. ;-) Tak, mam kota na punkcie włosów. Ale cieszy mnie to. Jak sobie patrzę na zdjęcie swoich włosów sprzed trzech dni a z początku lutego to jestem zachwycona tym, jak urosły. ;-)

balsam naprawiający, odżywiający do włosów zniszczonych, Kallos, 500 ml

odżywki do włosów zniszczonych Garnier doux- brzoskwinka i awokado z karite <3

litrowa maska Kallos tym razem w wersji marchewkowej

odżywka do włosów b/s Kallos (świetny kolor butelki ;D)

szampon Elseve total repair do włosów zniszczonych i szampon Garnier do włosów pozbawionych blasku z różą i lawendą ;)


Poza rzeczami ze zdjęć napiszę Wam też o szamponie przeciwłupieżowym Kallos (w zielonej buteleczce). Nie mam go obecnie na zdjęciu, bo użytkuje go moja mama. 
Czego jesteście najbardziej ciekawi? A może coś znacie?
xoxo

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Iperfumy: recenzji część druga

Hej Kochani. ;-)
Zapisałam tę notkę, bo była gotowa już wczoraj, miała się dodać o 22, dzisiaj wchodzę i patrzę- nie ma. Także dodaję teraz po małym edicie. ;* Mam nadzieję, że Święta minęły Wam dobrze.

Zgodnie z obietnicą- pora na drugą część recenzji nowości z iperfumy. O czym zaraz?





Dezodorant Adidas Free Emotion- 12.40/75 ml
 Lekko cytrusowy, słodkawy, ale nieprzesadzony zapach. Z Adidasów najbardziej lubię zielonkawy, tym razem postawiłam na mały eksperyment, chociaż ostatnio przerzuciłam się na perfumy- deo spray'e tylko gwoli odświeżenia na szybko. Zapach nieprzytłaczający, ale ładny. Trwalszy na ubraniach, aniżeli na ciele. Myślę, że dobry na wiosnę.

Dunhill
Tutaj niestety nie trafiłam z wyborem, dobrze, że to tylko próbka. Zapach zdecydowanie nie w moim typie- ciężki, lekko duszący. Na pewno intrygujący i zwracający uwagę, ale jestem miłośniczką zdecydowanie innego typu zapachów.

Wella Koleston - farby- 20kilka złotych (w zależności od koloru)/60ml
W końcu postanowiłam wypróbować słynnego Kolestona i zdecydowanie się na nim nie zawiodłam. Co prawda cały biznes wychodzi drożej, niż przy farbowaniu główki drogeryjną farbą (bo w pudełku jest już oxy), ale zdecydowanie pozostanę przy Welli. Ta w niebieskim opakowaniu to 10/16, ta w żółtawosrebrnym 12/89. 10/16 wychodzi jako bardzo chłodny, niemalże platynowy blond. Równomiernie, spokojnie i bez zniszczeń. Nakładałam z niżej widocznym oxy 6% i chwyciła na spokojnie. 12/89 to farba lekko rozjaśniająca (ale trzeba kłaść ją z oxy 12%). Co do działania- jak wyżej. Nie mam niestety fotek, bo użytkowałam je pomiędzy rozjaśnieniami i kolejnymi zmianami, które dalej są w toku, ale przy następnej aplikacji (są wydajne, obu mam jeszcze po pół tubki) postaram się wrzucić. Jeśli chcecie perfekcyjnie zmienić kolor włosów w domu farbą profesjonalną- polecam.

Wella oxy 6% - 28.79/1000 ml
 Butelka przeogromna, starczy na mniej więcej 14 farbowań (o ile mieszamy z farbą w proporcji 1:1). Aplikator w porządku, pomimo sporych rozmiarów, z butelki się nie leje. Nie wiem co jeszcze napisać o oxy można, dlatego pochwalę tylko, że nie jest jakieś silnie cuchnące, przy mieszaniu z farbą nie gryzie w gardle, czy oczach. Niewielki %, nadaje się również do kąpieli rozjaśniających.

Reasumuąc, polecam. Już sklejam kolejne zamówienie z iperfumy, które Wam na pewno na dniach pokaże. ;-) Jutro wyjeżdżam do Dusznik Zdroju-Kudowy-Czech, ale tylko na dobę. ;-)
xoxo

niedziela, 31 marca 2013

Iperfumy: włosomaniactwo- recenzje part I

Cześć Słonka. Mam nadzieję, że Święta mijają Wam szczęśliwie i że spędzacie je spokojnie w rodzinnym gronie. Mnie jak widać prześladuje nuda w związku z czym postanawiam dla Was napisać kilka słów o produktach, jakie widzieliście dwa posty wcześniej, gdzie pokazywałam swoje zakupy z Iperfumy. Post postanawiam podzielić na dwie części- teraz o produktach pielęgnacyjnych do włosów, wieczorkiem o reszcie. Na następne dni przewidziałam też post o produktach Rimmela, gumach do żucia (tym razem kochanych Orbitkach) oraz olejku do włosów... ze śluzu ślimaka. Cóż, eksperymenty górą.

A o czym teraz kilka słów?





Maska Kallos Honey do włosów suchych i zniszczonych- 10.10/275 ml
Nie miałam wcześniej styczności z tą maseczką, ale kiedyś w domu przygotowywałam własną na bazie odżywki i miodu. Efekt mi się podobał, toteż postanowiłam sprawdzić jak spisuje się ta kallosowa. Konsystencja dość gęsta, ale dobra do nałożenia na włosy. Zapach mocno słodki, miodowy. Żadnych trudności w zmyciu jej z włosów, pomimo obaw, jakie miałam na początku ;-). Po kilku zastosowaniach włoski zdecydowanie bardziej miękkie, przyjemne w dotyku i błyszczące. Być może ostatni efekt spotęgował fakt, iż używałam jej po umyciu włosków szamponem, o którym niżej.

Szampon Kallos Shine Vanilla do włosów suchych i zniszczonych- 12.55/1000ml
Przyznam się, że do nabycia szamponu skusiła mnie przede wszystkim cena. Niecałe 13 zł za litr to moim zdaniem świetna oferta. Przeczytawszy recenzje na wizażu doszłam do wniosku, iż wybór może być nie do końca trafny (ponoć nic nie robi, tylko pachnie). Rzeczywiście- pachnie intensywnie, słodką wanilią. Buteleczka wielka, jednak nie leje się z niej- dobry aplikator. Pieni się całkiem zacnie. I co się okazało? Że i Wizaż się myli, bo z kim nie rozmawiałam, to mnie zaczepiał co z włosami robiłam, że się tak błyszczą. ;-) :Polecam. Świetnie, że jest w tak wielkiej butelce, mam nadzieję, że mi jeszcze sporo posłuży.

Maska Kallos All Latte do włosów zniszczonych zabiegami chemicznymi- 15.55/1000 ml
Z tą maską miałam do czynienia już wcześniej, jednakoż w mniejszym wymiarze. Byłam ciekawa, czy dalej będę z niej tak zadowolona jak kiedyś, ano i jestem. Pachnie tak, że wprost trzeba się powstrzymywać, aby jej nie zjeść. Oczywiście, jeśli ktoś lubi kokos ;-). Konsystencja rzadsza, aniżeli wersji miodowej. Luźno kremowa, jednak dobrze utrzymuje się na włosach. Często używam jej w formie kompresu (na włosy, czasem nawet wymieszana z olejkiem, pod folię i ręcznik i tak na dwie godziny). Włoski wyglądające bardziej zdrowo. Ano i, co dla mnie palacza istotne, zapach utrzymuje się cały następny dzień po myciu. Mniam!

Szampony Lavera Basis Sensitiv- niestety nie widzę ich obecnie w sklepie, więc powiem Wam, że nie pamiętam ceny, ale chyba coś około 14-15 zł/250 ml
Wybrałam je raczej drogą- a, spróbuję, co mi szkodzi. Jeden sprezentowałam mamie ;-). Zapach dużo łagodniejszy, niż poprzednich kosmetyków. Konsystencja lekko żelowa, pomimo tego łatwo doprowadza się do stanu piany. Wydawał mi się bardziej delikatny- jakby oczyszczający. Włoski bardzo dobrze się po nim rozczesują i wyglądają na bardziej wygładzone. Mama również jest z niego zadowolona- mówi, że jest leciutki i dodaje włosom objętości (a ma krótkie włosy, raczej rzadkie). Reasumując, myślę że będzie dobry do włosków słabych, cienkich, łamliwych.

Reasumując, dokonałam zdecydowanie dobrych wyborów. Mam nadzieję, iż kolejne będą co najmniej tak samo udane, pora wybrać do włosków kolejne specyfiki.
Znacie coś z powyższych produktów, lubicie? ;-)
xoxo


sobota, 30 marca 2013

Gumy Asnax - po pierwsze, nie podjadaj

Hej, Kochani ;-)!
Wiosna się zbliża, w zasadzie już nawet nastała, chociaż nie bardzo widać ją za oknem. Myślę, iż każdy z nas pomyślał po zimie choć przez chwilę o zrzuceniu kilku kilogramów. U części pewnie na samym myśleniu się skończyło, inna część zaś postanowiła wziąć się do roboty. Odpowiednie ćwiczenia, zredukowanie jadłospisu do rzeczy zdrowych w mniejszych proporcjach- bardzo korzystne. No i oczywiście ruch i ćwiczenia. ;-) Co zaś na minus- z pewnością głodówki (a potem murowany efekt jo-jo) i jedzenie rzeczy w niewielkich ilościach, ale za to niezdrowych. Co jeszcze? Ja miałam ostatnio styczność właśnie z gumami Asnax- które mają nam pomóc przestać podjadać pomiędzy posiłkami. 


Asnax znajdziemy w aptekach- w opakowaniu na listkach 48 sztuk w cenie około 58 zł. Warto także sprawdzić w Internecie, ponieważ gumy możemy tam znaleźć w lepszej cenie. Która jak na suplement, moim zdaniem i tak nie jest wysoka.

Gumy są niewielkie- podobnie jak np. moje ukochane Orbitki w drażetkach. Myślałam, iż będą gorzkie- nic jednak bardziej mylnego, ponieważ mają przyjemny, lekko truskawkowy smak. Należy je żuć przez około piętnaście minut po każdym większym posiłku. Przez pierwsze dwa dni nie zauważyłam szczególnego działania- po prostu, guma jak guma, a że je lubię- żułam. W następnych dniach było już ciekawiej. Zmniejszyłam dawki jedzenia, przy czym pomiędzy posiłkami przestałam sięgać po dodatkowe zakąski. Nie spodziewajcie się jednak cudów pt. zjem gumę- nie będzie mi się chciało jeść, bo to nie tak działa. Chodzi przede wszystkim o to, by zniwelować chęć sięgania po słodycze czy chipsy między np. obiadem a kolacją. Opakowanie starczyło mi na około 18 dni, podczas których pozbyłam się 2 kg. Nie samym jednak żuciem Asnaxu, ale i ćwiczeniami oraz zbilansowaną dietą, bo to jest najważniejsze.




Więcej informacji znajdziecie tutaj: http://www.asnax.pl/jak_to_dziala

Jeśli macie jakieś pytania- piszcie śmiało. ;-)
xoxo