Obserwatorzy

wtorek, 27 stycznia 2015

Nowości w Drogeriach Natura

Witajcie, Kochani.
Dzisiaj pojawiam się z postem, w którym przedstawię Wam cały pasaż nowości w Drogeriach Natura. ;-) Enjoy.

SENSIQUE NAIL ART edycja limitowana wiosna 2015

Lakiery z brokatem, dzięki którym wyczarujesz fantazyjny manicure.

Pojemność 7 ml.

Cena 5,99 zł

Kolory:

195 I’AM YOURS

196 ALL YOU NEED IS LOVE

197 I LOVE YOU

198 SWEET HEART

199 CONFETTI

200 FIREWORKS

201 BLUE HOLO MIST

202 PINK HOLO MIST

Dostępne od 5 lutego 2015 do wyczerpania zapasów.



SENSIQUE ART NAILS nowe kolory!!!

Lakiery do zdobienia paznokci.

Wąski pędzelek ułatwia precyzyjną aplikację.

Pojemność 7 ml.

Cena 5,99 zł

Dostępne 2 nowe kolory:

203 SEA GREEN

204 BLUE OCEAN

Dostępne od 5 lutego 2015.



SENSIQUE VELVET TOUCH EYE SHADOW bestsellery w nowej formule!!!

Aksamitne cienie do powiek o delikatnej jedwabistej strukturze, łatwe w aplikacji.

Waga 2 g.

Dostępne 12 kolorów.

Cena 6,99 zł

Dostępne od 5 lutego 2015.



KOBO PROFESSIONAL TRANSPARENT MATT POWDER nowy produkt w ofercie!!!

Transparentny puder mocno matujący

Dzięki zawartości skrobi kukurydzianej doskonale pochłania nadmiar sebum,

a skrobia ryżowa i mączka owsiana zapewnia idealne matowienie, jedwabistość oraz ułatwia aplikację.

Nie zmienia naturalnego odcienia cery. Dostępny odcień: 312 NEUTRAL

Waga 9 g.

Cena 19,99 zł.

Dostępny od 5 lutego 2015.



KOBO PROFESSIONAL MATT BRONZING & CONTOURING POWDER nowy, ciemniejszy odcień w ofercie!!!

Matowy, brązujący puder w kamieniu nadaje skórze odcień naturalnej, zdrowej opalenizny.

Idealny do kreowania „cienia” na twarzy. Polecany do konturowania, modelowania twarzy i ciała.

Dostępne 2 odcienie: 308 SAHARA SAND i nowy odcień 311 NUBIAN DESERT

Waga 9 g.

Cena 19,99 zł

Dostępny od 5 lutego 2015.



KOBO PROFESSIONAL IDEAL VOLUME MASCARA

Tusz zwiększający objętość rzęs

Idealna aplikacja, perfekcyjnie rozdzielenie i zwiększenie objętości rzęs dzięki modelującej, silikonowej szczoteczce.

Elastyczna formuła tuszu nie kruszy sie i nie rozmazuje.

Zawiera aktywne składniki pielęgnacyjne i regenerujące strukturę rzęs: proteiny pszenicznehydrolizat keratynyD-pantenolwosk Carnauba.

Pojemność 11 ml.

Cena 24,99 zł

Dostępny od 5 lutego 2015.



MY SECRET CHALKY MATT NAIL POLISH edycja limitowana wiosna 2015

Lakiery do paznokci z kredowo-matowym wykończeniem po wyschnięciu.

Pojemność 10 ml.

Cena 6,99 zł

Dostępne kolory:

238 CHALKY MATT BLACK

239 CHALKY MATT RED

240 CHALKY MATT PINK

241 CHALKY MATT VIOLET

242 CHALKY MATT WHITE

243 CHALKY MATT BLUE

Dostępne od 5 lutego 2015 do wyczerpania zapasów.



MY SECRET NAIL ART edycja limitowana wiosna 2015

Lakiery nawierzchniowe z subtelnym, pastelowym glitterem, 

które pozwolą wyczarować fantazyjny manicure,

zarówno zastosowane samodzielnie,

jak również aplikowane na inne lakiery.

Pojemność 10 ml.

Cena 6,99 zł

Dostępne kolory:

236 BLUE MIST

237 PINK MIST

Dostępne od 5 lutego 2015 do wyczerpania zapasów.

A tutaj zdjęcia wszystkich nowości:
































\

Same śliczności! Co Wam wpadło w oko?
Miłego wieczoru,
xoxo.

niedziela, 4 stycznia 2015

Pielęgnacja włosów czerwiec - styczeń; aktualizacja

Witajcie, Kochani
Wiem, iż większość z Was z chęcią czyta moje posty ad włosowej pielęgnacji, więc postanowiłam dzisiaj zrobić nowy, w którym pokażę zmianę na moich włosach, jaka zaszła od czerwca aż do dzisiaj. 

Jeśli śledzicie na bieżąco moją stronę wiecie, iż pod koniec maja postanowilam rozjaśnić moje piękne, czarne włosiska, sięgające talii do jasnego blondu... I tak (dla przypomnienia) w ruch poszły trzy kąpiele rozjaśniających i kilka ładnych farbowań na wysokich oxydantach. Na początku czerwca byłam więc zmuszona podciąć włosy niemalże do ramion. Jak wyglądały?

 Długość była dla mnie... szokująca, bowiem przyzwyczaiłam się już do długich włosów. Jednak kolor dalej nie był idealny, w związku z czym w ruch szły kolejne rozjaśniające farby (głównie poziomu 12). Tak moje włosy wyglądały w lipcu:


Były dość gęste po podcięciu, jednak niestety (jak to na wakacjach często bywa) zaniechałam swoją złożoną pielęgnację. Dodatkowo, w związku z pojawiającym się często odrostem (którego już 0,5 cm doprowadzało mnie do szału), farbowałam włosy średnio co dwa-trzy tygodnie góra. W październiku wyglądały tak:

A w listopadzie i pod jego koniec, po kolejnych farbach rozjaśniających, doszłam już do praktycznie bieli:



W tym momencie, widząc kołtuny, praktycznie nie do rozczesania, powiedziałam sobie: dość! Wracam do ciemnych włosów. Zrobiłam podwojną pigmentację (czerwień ze złotym blondem), po czym położyłam granatową czerń. Efekt?
Przepiękna czerń, która jednak bardzo szybko zaczęła się płukać w związku z wielokrotnym rozjaśnianiem włosów (czego się spodziewałam). Od tej pory (2 grudnia) zaczęłam też na powrót bardzo intensywnie pielęgnować włosy, jak przed rozjaśnianiami, o czym opowiem niżej.

Tak wyglądały moje włosy około dwóch tygodni temu:



To natomiast zdjęcie z dzisiaj:
 
 Jak widzicie, obecnie mam na głowie złoty brąz, czyli praktycznie mój naturalny kolor... i, co więcej, jestem w nim absolutnie zakochana.
Powzięłam też sobie ogromne postanowienie: NIE FARBOWAĆ WŁOSÓW AŻ DO 11 MARCA, czyli do moich dwudziestych pierwszych urodzin. Póki co nie jest mi ciężko i jestem pewna, że w postanowieniu owym wytrwam... kto wie, może nawet zapuszczę naturalki przez jakiś czas? Odrost obecnie ma jakieś 1,5 cm i przy tak naturalnym brązie jest praktycznie niewidoczny, tak więc nie przeszkadza mi tak jak przy platynie.

Jak obecnie wygląda moja pielęgnacja?
1. Absolutnie żadnej prostownicy, czy lokówki. Zrezygnowałam również z przedłużania włosów metodą clip in, nawet okazjonalnie, ponieważ nie chcę obciążać cebulek włosów.
2. Żadnych stylizatorów do włosów (lakierów, past, etc.)
3. Co najmniej trzyminutowy masaż głowy przy każdym myciu, coby pobudzić cebulki (baby hair całkiem nieźle się obudziły!).
4. Nieprzesadzanie z obciążaniem włosów maskami. Kiedyś potrafiłam zmieszać maskę z odżywką, dodać jeszcze serum i dwa olejki i potrzymać to na głowie jak długo się da. Obecnie maskę nakładam na suche włosy dwa razy w tygodniu (moje obecne hity: Kallos bananowy, Kallos algowy- z uwagą na ten drugi, cudnie włosy nawilża oraz świetny Biowax z olejkami) na 2-4 h, przykrywam włosy folią i ręcznikiem. Po tym zmywam mieszankę szamponem (Kallos bananowy), myjąc tylko skórę głowy- maskę płuczę wodą i pianą, która leci z góry. Po maskowaniu nie nakładam już żadnej odżywki d/s.
5. Raz na tydzień lub rzadziej olejuję włosy (obecnie oliwa z oliwek na przemian z olejkiem rycynowym lub arganowym). nakładając go na około 2h, jedynie na długość włosów od dołu ucha w dół (tak też oczywiście nakładam maskę). Po olejowaniu całość myję szamponem i traktuję włosy odżywką do spłukiwania.
6. Po absolutnie każdym myciu przed rozczesaniem włosów traktuję je odżywką w spray'u- Joanną arganową. 
7. Włosy czeszę jedynie na mokro szczotką z dzikiego włosia i jedynie wtedy, kiedy jest na nich wyżej wymieniona odżywka.
8. W dni, kiedy na włosach nie mam maski ani olejku, myję je Mrs Potters z aloesem lub Isaną, po czym nakładam na kilka minut odżywkę- żółtą Isanę lub biało-jasnofioletowy Syoss (przy czym o wiele lepiej służy mi pierwsza z odżywek). 
9. Kiedy upinam włosy wsuwkami, staram się robić to lekko, ażeby nie przeciążyć cebulek. To samo tyczy się gumek- bez metalowych elementów oczywiście.
10. Nie suszę włosów- odciskam nadmiar wody ręcznikiem i czekam aż same wyschną.
11. Kiedy utworzy się fragment nie do rozczesania- nie szarpię. Pryskam obficie odżywką i powoli rozczesuję, trzymając włos tak, by nie był naciągnięty. (Ten problem na szczęście już zlikwidowałam). 
12. Szerokim! krokiem omijam wszelkie alejki z farbami w każdym możliwym sklepie. ;-)

Cóż, tak aktualnie wygląda moja pielęgnacja po wielu przygodach, jakie moje włosy ostatnio przeszły. Jestem bardzo zadowolona z metamorfozy, którą już udało mi się osiągnąć. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę się Wam mogła pochwalić jeszcze lepszą aktualizacją. 
Życzę Wam miłego weekendu.
xoxo

czwartek, 4 grudnia 2014

Wella Koleston Special Blondes 12/22

Witajcie ponownie.
Zgodnie z obietnicą w poprzednim poście, pojawiam się z prezentacją efektów farbowania farbą Wella Koleston special blondes. Wybrałam odcień rozjaśniający, 12/22, czyli podwójną perłę (najjaśniejszą). Farby te są zdecydowanie moimi ulubionymi, jeśli chodzi o farby profesjonalne. Kolor utrzymuje się długo, przy odpowiednich proporcjach oxydantu, bezproblemowo się nakłada. Zapach nie jest jakiś szczególnie gryzący, co poczytuję za plus. Odcień 12/22 nakładałam po raz drugi, dlatego na wymagany czas (50 minut)- a właściwie nawet dla pewności równego rozjaśnienia, dodałam z 5 więcej; naturalnie mam brąz 4.0) farbę kładłam tylko na odrost. Na resztę, dla odświeżenia, położyłam ją tylko na 10 minut- a i tak miejscami wyszła platyna. Odcień ów nakładamy w proporcji 1 (farba) : 1,5 (oxydant). Ustawowo mieszamy ją z 12% oxydantem, ale że miałam już bardzo jasne włosy, zarówno przy pierwszym, jak i drugim farbowaniu wybrałam ten 9%. Zważywszy na proporcje, farby starczyło mi na pokrycie całych włosów (co aż dziwne, ponieważ zazwyczaj używam dwóch opakowań. Zniszczenia znikome, choć wiadomo, iż farby rozjaśniające bardziej dają włosom w łuskę, aniżeli te zwykłe. Ano i wysoki oxydant mimo wszystko też robi swoje przy którejś tam z rzędu farbie. Jednak czegóż się nie zrobi dla platynowego blondu, o którym marzyło się przez bardzo długi czas? ;-) Ano właśnie.
Właściwie zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz zdecydowałam się na blond (schodzić z czerni zaczęłam pod koniec maja) i to na tak jasny- takie zawsze najbardziej mi się podobały. Stoi chyba za tym brak odwagi przede wszystkim- a nuż nie wyjdzie, a nuż akurat tym razem sobie nie poradzę, włosy się zniszczą... Ale udało się- z czerni do platyny, choć droga była bardzo długa. trzy kąpiele rozjaśniające, jasna farba średnio raz na dwa tygodnie (przy ciemnych naturalkach irytowało mnie nawet 0,5 cm odrostu...), potem farby rozjaśniające... Jednak jestem dumna z siebie, bowiem w końcu odważyłam się spełnić swoje marzenie. Może w platynie nie do końca czułam się sobą, jednak kocham blond włosy i była to dla mnie niebywale przyjemna odmiana.
Dodam dla ciekawskich, iż właśnie ze względu na to, że włosy coraz bardziej się niszczyły, wróciłam ostatnio do granatowej czerni (Garnier 1.1 + Palette pro salon 1.1) i... czuję się o wiele bardziej wyraziście. Jednak chyba to kolor, w którym jest mi zdecydowanie najlepiej. Pewnie swój udział ma tutaj też fakt ciemnej oprawy oczu i niejasnej cery (brzoskwinka). Pokażę Wam zaraz zdjęcia z farbowania 12/22 i dla kontrastu to w granatowej czerni. Oceńcie sami. ;-) 

Tutaj zdjęcie samej farby. Poziom rozjaśniający, jak widzicie, ma nieco inne pudełko, aniżeli ich ,,normalna" seria.







O ile bardzo dobrze czułam się w platynie, o tyle zdecydowanie bardziej drapieżnie czuję się w czerni. Na zdjęciu widzicie też moje pierwsze hybrydki. Zapuszczamy i robimy migdałki! Że też ja nigdy wcześniej nie wpadłam na to, żeby je sobie zrobić... Zdecydowanie pozostanę przy nich na dłużej. Tylko co teraz z moim milionem lakierów?

Jeśli więc szukacie dobrej farby profesjonalnej, zapraszam do przejrzenia bardzo szerokiej palety kolorów Welli Koleston. Myślę, iż dla każdego znajdzie się tam odpowiedni kolor.
Jak się Wam podoba efekt farbowania 12/22? Lepiej w blondzie, czy w czerni?
PS Jest to post numer 500! Dziękuję Wam, że jesteście ze mną. Myślę, że przez ten czas wiele się nauczyłam i że przeszłam naprawdę wielką metamorfozę. Nie wiem, czy jest tutaj jeszcze ze mną ktoś, kto byl od samego początku, ale jeśli był- na pewno moje pierwsze posty pamięta. Z części sama się czasem śmieję, ale chyba każda bloggerka kosmetyczna tak ma... ;-)
xoxo

Recenzja ostatnio zakupionych kosmetyków

Witajcie, Kochani.
Jeśli zapoznaliście się z zapowiedzią i czekaliście na którąś z recenzji- here we are. Swoje ostatnie zamówienie poświęciłam głównie pielęgnacji włosów (such a surprise). Choć częściowo były to kompletne strzały w ciemno, większość z nich okazała się jak najbardziej słuszna. Nie wiem, jak to się dzieje, aczkolwiek zazwyczaj udaje mi się trafić na dobre kosmetyki w ciekawej cenie, nie zaś na buble. Nie narzekam, tylko się cieszę- gdyby przy takiej ilości zamawianych i kupowanych produktów większość okazywała się bublami, chyba popadłabym w załamanie nerwowe w dość porządnej odmianie. ;-)
Muszę się zdecydowanie zabrać za zużywanie wszystkich kosmetyków, jakie mam- jak tak dalej pójdzie, będę mogła otworzyć sklep kosmetyczny. Przede wszystkim jednak muszę się skupić na odżywieniu włosów- po nakładanych średnio co dwa tygodnie farbach rozjaśniających, potrzebują ogromu nawilżenia i odżywienia. Nie wyglądają źle, dalej są gęste i się falują (2a/2b), jednak mam niebywałe problemy z rozczesywaniem ich. Wróciłam do czerni ze względu na ich kondycję i obiecałam sobie, iż najwcześniej włosy pofarbuję w marcu, przed swoimi urodzinami (11). Niewyobrażalny jest wprost fakt, iż to już dwudziesta pierwsza wiosenka będzie... Nie wiem zupełnie, kiedy to wszystko minęło... Cóż, jestem chyba mistrzem dygresji, haha. Pora przejść do właściwej części postu.

O czym w tym poście? Już pokazuję. Oprócz tego zamówiłam jeszcze Wellę Koleston 12/22, ale o tym (wraz z prezentacją efektów farbowania) w osobnym poście. I pomyśleć, iż jest to moja ostatnia blond farba na długi, długi czas...


Nivea Color Protect, szampon do włosów farbowanych w zasadzie pozytywnie mnie zaskoczył. Miałam styczność z kilkoma ich produktami i z żadnego nie byłam jakoś specjalnie zadowolona. Szczególnie już z tych, które rzekomo miały prostować włosy... bubel jak nic, jedyny efekt to obciążone włosy. Konsystencja tegoż jest kremowa, zapach niczego sobie. Całkiem przyjemny. Kolor faktycznie fajnie się utrzymywał, ale myślę, ze spore udziały ma tu fakt, iż platynowe blondy się nie płuczą, a jedynie żółkną. Moja mama jednak również go używała (czerń) i farba (z jej relacji) płukała się o wiele mniej, niż zazwyczaj.
Szampon Garnier Fructis oil repair zaprzyjaźnił się ze mną tak, jak kiedyś odżywka z tej samej serii. Żelowa konsystencja sprawia, iż jest bardzo wydajny. Dodatkowo, bardzo przyjemny zapach. Włosy lekkie, bardziej wygładzone, acz w żadnym razie nieobciążone. Chociaż wolę ultra doux, ten fructis jakoś się u mnie sprawdza. Zdecydowanie na tak.


Garnierowska nowość, Color Resist Color Sealer trafiła zarówno do mnie, jak i do mojej mamy. Po pierwsze- zapach!!! Coś naprawdę pięknego. Nie spotkałam odżywki, której zapach podobałby mi się aż do tego stopnia. Nic, tylko wąchać. Konsystencja... miła w dotyku, dokładnie tak bym to nazwała. Bardzo lekko kremowa, jakby mus. Cóż, na pewno nie chroni koloru aż przez dziesięć tygodni, ale przez kilka na pewno. Przy tym bardzo ułatwia rozczesywanie włosów, sprawia, iż są one lekkie i lejące. Jakby wygładzała zniszczenia. Zdanie mojej mamy wygląda dokładnie tak samo. Trzy razy na tak, przechodzisz dalej!


Jasny cień Paese średnio się ze mną zaprzyjaźnił. Właściwie mam do niego dość neutralne podejście, ale raczej nie będę więcej eksperymentować z tą firmą. Pewnie było to moje pierwsze i ostatnie zarazem podejście do Paese. Trwałość średnia (kilka godzin bez uszczerbku). Lekkie osypywanie się przy nakładaniu. Cóż, niezbyt mnie urzekł. Zdecydowanie wolę jasne My Secret, Kobo, Sensique, czy Ruby Rose.
Za to maska Loreal Elseve Arginine Resist zdecydowanie na plus. Ma dość zbitą, kremową konsystencję, przez co nie potrzeba jej wiele- jest wydajna. Bardzo przyjemny zapach. Trzymałam ją czasem na włosach nawet dwie-trzy godziny. Wówczas włosy były naprawdę miękkie i odżywione. Przy krótszym czasie jednak również sobie radzi. Najlepsza jest mleczna (jasnofioletowa) Elseve, jednak ta też przechodzi test pomyślnie. Szampon z tej serii średnio się u mnie sprawdził. Cóż jednak miałby zdziałać szampon, który ma z włosami styczność zaledwie przez kilka minut. Maska tak. Zdecydowane tak.

Używaliście któregoś z tych produktów? Jesteście którymś zaciekawieni?
Miłego popołudnia.
xoxo