Cześć wszystkim czytelnikom. ;*
Wybaczcie zastój na blogspocie, ale kto śledzi mnie na facebooku wie pewnie, iż przez ostatni czas użerałam się z maturkami. Cóż, półmetek już za mną, tak więc pora coś naskrobać. Jeśli jeszcze nie wzięliście udziału- na fanpage'u do 17 maja toczy się rozdanie o paletkę Sleek. Zapraszam: https://www.facebook.com/fashionery.
Tymczasem dzisiaj porozmawiamy trochę o kolorówce, której ostatnio poświęcam mniej postów, ale trzeba to w końcu ciut nadrobić. W końcu nie całe grono czytelników chce czytać jedynie o włosach. ;)
Więc dzisiaj weźmiemy pod lupę kosmetyki Rimmela: eye-liner wodoodporny w kolorze jasnego brązu, krem BB, nowy tusz do rzęsScandaleyes flex oraz błyszczykoszminkę Apocalyps w kolorze nude. Najpierw mała fotorelacja zdjęciowa z podpisami- co, gdzie i jak a potem poszczególnie recenzje (bo fotki oczywiście mi się pomieszały).
(2 zdjęcia powyżej: rzęski pomalowane tuszem Flex. przy okazji na powiece eye-liner Rimmela 001 black, o którym pisałam Wam kiedyś)
(zdjęcie zbiorcze: o tym dzisiaj)
(2 zdjęcia powyżej: eye-liner Rimmela 002 brown)
(tusz Rimmel scandaleyes flex lycra)
(tutaj macie szczoteczkę)
(BB cream, odcień ligt, maźnięty na kartce)
(BB na ręce- przy okazji na pazurkach My secret lavender)
(BB po rozsmarowaniu)
(Apocalips 100 phenomen)
(a tutaj macie całościowy look z dzisiaj: usta-> Apocalips 100, twarz-> BB light, puder Myio 001, policzki-> róż Hean, oczy-> tusz Lycra flex, eyeliner Rimmel 001, cień wet'n'wild)
Przejdźmy więc do recenzji. :)
Eye-liner żelowy 002 ok. 30zł/2g
Niemalże każdego dnia do makijażu używam jego czarnej wersji, o której już kiedyś pisałam. Tym razem jednak wzięłam pod lupę odcień jasnego, lekko błotnistego brązu. Pędzelek przy początkach używania całkiem w porządku. Po jakimś czasie robi się lekko bardziej miękki i ciężko zrobić nim perfekcyjną kreskę, toteż używałam swojego z zestawu pędzli. ;-) W przeciwieństwie do czarnego odpowiednika, nie odbija się na górnej powiece nawet po kilku godzinach. Całkiem trwały, nie wygląda tępo, jest żelowy, więc lekko połyskuje na powiece. Kolorek delikatny, dobry dla osób, preferujących subtelny dzienny makijaż. Jako drobny minus pocztuję jedynie to, iż nie pasuje do każdego koloru cieni. Niemniej, polecam.
Tusz scandaleyes lycra flex ok. 29zł/12 ml
Z tuszami Rimmela też miałam już styczność w kilku wersjach. Scandaleyes polubiłam szczególnie w pomarańczowym opakowaniu, w wersji wodoodpornej. Opakowanie jak zawsze przykuwa uwagę, tym razem ostrą zielenią. Wielgachny rozmiar szczoteczki również mnie nie zaskoczył. Przy kilku pierwszych użyciach miałam jednak problem z grudkami- stworzyły się zarówno na rzęsach, jak i samej szczoteczce. Przy wielu nowych tuszach się jednak z tym spotkałam i bynajmniej mnie to nie zniechęciło do kolejnych podejść. Choć w tuszach szukam przede wszystkim wydłużenia a ten tusz pogrubia, polubiłam go. Sprawia, że rzęsy naprawdę zyskują na objętości, a oko jest dużo bardziej wyraziste, takie kocie. Swoją drogą można go nałożyć na rzęsy kilkukrotnie- wtedy je wydłuży, pogrubi... i przy odrobinie wprawy ich nie sklei. ;-)
BB cream odcień light ok. 25 zł/30 ml
Producent obiecuje aż 9 w 1- wyrównanie kolorytu, nawilżenie, zmniejszenie widoczności porów, zakrycie i korekcję niedoskonałości, wygładzenie, zmatowienie, rozświetlenie i ochronę przed UV. Posiada także filtr 25. Chociaż na wielu blogach różnej maści BB kremy były wciąż zachwalane, przyznam się, że propozycja Rimmela była jedyną, jaka mnie zaciekawiła. Cóż, pewnie przez to 9 w 1... ;-). Jak widzicie na zdjęciu, gdy krem jest nierozsmarowany na ręce- wydaje się być dużo jaśniejszy od mojej karnacji. Po rozsmarowaniu jednak świetnie się wpasowuje. Konsystencja jakby pomieszać dobry podkład z lekkim kremem na dzień. Zapach przyjemny. Na plus także to, iż nie tworzy na buźce efektu maski. Mam jednak w zwyczaju na normalny podkład narzucać puder. Przy stosowaniu tego kremu zamiast podkładu nie radzę jednak- puder nakłada się nierówno, tworzy nieciekawy efekt, jakby "miesza się" z kremem. Co do obiecanego 9 w 1- do żadnego z punktów nie mam zastrzeżeń, producent zdecydowanie nas nie okłamał. Działanie matujące mogłoby być ciut silniejsze, ale być może to tylko ja mam bzika na tym punkcie. Podobają mi się takie wielofunkcyjne kosmetyki, wygodne.
Apocalips 100 phenomen ok. 30 zł/5,5 ml
Lakier do ust dostępny w ośmiu kolorach. Przyznam, że w sklepie mocno mnie zdziwił. Świetne opakowanie- kształt kryształu na górze jest świetny. Sam produkt wyglądał mi dość podejrzanie po odkręceniu- jakby rozpuścić szminkę, dodać połysk błyszczyka i powlec całość bezbarwnym lakierem do paznokci. Odczułam deja vu, nakładając go po raz pierwszy na usta. Jednak od razu się z nim polubiłam, chociaż sprawia na ustach nieco cięższe wrażenie, niż zwyczajny błyszczyk czy pomadka ochronna. Usta są wypełnione kolorem, który, muszę przyznać, jest naprawdę mocny. Trzeba bardzo! uważać przy malowaniu, bo przy tak odróżniającym się kolorze od koloru ust, każdy ubytek jest widoczny. Kolor, który mam, jest ślicznym brzoskwinkowym beżem typu nude, a bardzo takie kolory lubię. ;-) Na ustach utrzymuje się dość długo- początkowo wygląda jak szminka powleczona błyszczykiem, potem zostaje efekt szminki. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo oryginalny produkt, warto spróbować. Z chęcią zaopatrzę się także w inne kolorki! Pokażę Wam jeszcze szminkę w ujęciu bardziej "z daleka" dla lepszego ujęcia efektu.
PS nie, nie martwcie się. Nie wróciłam do czarnych włosków, nadal pielęgnuję coraz bardziej naturalny brąz. To zdjęcia z jeszcze głębokiej zimy. Swoją drogą, trzeba na dniach zrobić włosową aktualizację.
Lubicie któryś z powyższych kosmetyków? A może na których nabraliście ochoty?
Dobrej nocy,
xoxo



















