Obserwatorzy

Biovax olej awokado i bambus - maska i olejek

Witam się z Wami drugim postem dzisiaj. ;-)

Tym razem artykuł na temat dwóch produktów marki L'biotica Biowax, które ostatnimi czasy bardzo się ze mną- a właściwie rzecz ujmując- z moimi włosami polubiły. Mowa o masce z klasycznej serii awokado i bambus oraz regenerującym olejku do włosów z tej samej serii. 

(tak, tak, wcale sobie z tą fotką nie żartuję- nie ma to jak oryginalne zdjęcie- bo po cóż przecież co 
roku ubierać choinkę? ;-))

Maska do włosów Biovax olej awokado i bambus

Opakowanie ładne, klasyczne, charakterystyczne już chyba dla marki Biovax. Lubię je, ponieważ zamknięcia są szczelne i nie mam żadnego problemu z wydostaniem maski z pudełka. Konsystencja kremowa gęsta, dzięki czemu jest bardzo wydajna. Zapach mi się podoba- choć nie trafiłam jeszcze na biovaxową maskę, której zapach by mi się nie podobał.

Od producenta


Muszę przyznać, że dużym plusem jest dla mnie naturalny skład maseczki- bez silikonów, parabenów, sls i, przede wszystkim parafiny, która łatwo nadbudowuje się na włosach.

Cały skład zresztą jest bardzo przyjazny:

Używam jej jednak inaczej, aniżeli zalecił producent, ponieważ moje włosy najbardziej lubią taką właśnie formę stosowania maseczek: przed myciem dokładnie rozczesuję włosy, nakładam maskę, wczesuję ją dodatkowo szczotką Tangle Teezer, na to nakładam folię lub czepek i dodatkowo ręcznik, aby generował ciepło (maska lepiej się wchłania). Po upływie 30-60 minut myję włosy, nakładam odżywkę, spłukuję ją i aplikuję na włosy olejek gwoli zabezpieczenia. 

Działanie
Do tej pory moją ulubioną wersją masek Biovax była opcja naturalne oleje. Muszę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, iż awokado i bambus zdecydowanie z nią wygrywają. Po zastosowaniu włosy są miękkie, błyszczące, pięknie pachną, są przyjemne w dotyku i wyglądają na zdrowe, mięsiste, dociążone. Mówiąc szczerze, minusów nie widzę. No, może poza jednym. Dlaczego nie ma wersji litrowej lub chociaż 500ml? ;-) Polecam serdecznie.


Olejek regenerujący olej awokado i bambus

Przepiękne, złote opakowanie aż kusi. Z klasą. Wygodna buteleczka z pompką, która działa sprawnie i pozwala dobrze dozować wybraną ilość produktu (u mnie jest to 5 pompek na jedną aplikację). Konsystencja olejkowa, lekko gęsta. Zapach piękny! Cieszy mnie to, iż zostaje na włosach na dłużej.

Co do składu:

Żadnych szkodliwych substancji typu alkohol denat, zapach na przedostatnim miejscu, wyciąg z liści bambusa, olej awokado, wyciąg z pestek bambusa, olej słonecznikowy, sojowy oraz z krokosza bawierskiego. Bogactwo! ;-)

Stosuję go na włosy zawsze po spłukaniu odżywki (oczywiście na takie lekko osuszone), nakładając od długości ucha w dół. Często także dokładam odrobinę w ciągu dnia w celu lepszego zabezpieczenia końcówek oraz wizualnej poprawy wyglądu włosów.

Jak w przypadku maski, powiedzieć mogę, że mam nowego ulubieńca. Włosy są lśniące, śliskie i mięsiste po całej długości (a jak wiecie, z końcówkami zawsze walczę, jak i pewnie większa część nas :D). Nie ma mowy o widoku rozdwojonych końcówek, puchu czy sianka. Myślę, że moje włosy po prostu bardzo lubią olej awokado- stąd zarówno olejek, jak i maska bardzo mi pasują. Polecam wypróbować- z pewnością warto. Na jednej z moich licznych włosowych półek na pewno zagości na stałe.

Mieliście już do czynienia z serią Biovax olej awokado i bambus? Jak wrażenia?
xoxo

Joanna seria hialuronowa - szampon, odżywka, spray i balsam

Witajcie, Kochani. 
Dzisiaj post na temat kosmetyków z serii hialuronowej Joanna- szamponu, odżywki, odżywki w spray'u oraz balsamu do ciała. 

Jeśli chcecie wiedzieć jak owe produkty sprawdziły się u mnie, zapraszam do przeczytania wpisu. ;-)



Wygląd
Zacznę może od podsumowania ogólnego- podoba mi się, iż cała seria ma takie same opakowania, utrzymane w podobnej kolorystyce. Wygląda to profesjonalnie! Opakowania zrobione są w sposób czytelny, najważniejsze informacje są wyróżnione, znajdują się też wszystkie dane, które powinny- na plus. Nie ma także problemu z wydostaniem produktów z butelek. Plus również za przystępne ceny oraz dobrą dostępność. Myślę, że marka Joanna (jeśli chodzi o produkty drogeryjne) jest zdecydowanie jedną z najlepszych.

Szampon do włosów z serii hialuronowej Joanna
Szampon ma konsystencję lekko kremową, zapach oceniam jako całkiem przyjemny. W składzie sls, więc należy do klasycznych szamponów. Kwas hialuronowy znajduje się w składzie dopiero przed zapachem, czyli w śladowej ilości. Dobrze się pieni, nie ma problemów ze spłukaniem go z włosów. Skóra głowy jest dokładnie umyta, włosy są oczyszczone, puszyste. Dobrze sprawdza się także, jeśli chodzi o zmycie oleju czy cięższych masek z długości włosów. Jestem zdecydowanie zadowolona z jego działania. 



Odżywka do włosów z serii hialuronowej Joanna
Odżywka ma konsystencję, powiedziałabym, kremową wodnistą, przez co niestety jest mało wydajna (200ml starczyło mi na jakieś 10 razy, zostało mi jeszcze na raz). Zapach, podobnie jak w przypadku szamponu, jest w porządku. Mam wrażenie, że przez słabą konsystencję odżywkę moje włosy wręcz piją (nakładam ją na kilka minut po umyciu włosów)- kiedy ją spłukuję, praktycznie nic już na nich nie ma. Myślę, że w przypadku włosów, które potrzebują odżywki bez spłukiwania (moje niestety byłyby obciążone) sprawdzi się idealnie. Włosy są po niej niedociążone- gdyby nie olejek, pewnie fruwałyby na wszystkie strony. Rozczesują się jednak bez problemu. Doskonale sprawdza się jednak do emuglowania oleju (dla przypomnienia: zamiast od razu zmywać olej szamponem, najpierw wmasowuję we włosy odżywkę).  Tym razem hialuron na przedostatnim miejscu przed zapachem, trochę lepiej. Raczej nie skuszę się na nią ponownie, chyba że właśnie w tym celu.



Odżywka w spray'u z serii hialuronowej
Tutaj miałam pewne obawy co do stosowania- zawsze stosuję odżywki w spray'u emolientowe, ewentualnie z niewielką ilością protein (takie oczywiście stosuję rzadziej, aby nie przeproteinować włosów). Hialuron zalicza się do typowych nawilżaczy, czyli humektantów- przy wilgotnej, ciepłej lub deszczowej pogodzie punkt rosy jest wysoki- jest wysoka wilgotność powietrza i stosowanie humektantów na włosy może powodować puszek i wilgotne, fruwające, niedociążone piórka, czego szczerze nienawidzę. Postanowiłam jednak spróbować (w końcu fajnie mieć nawilżone włosy, choć zazwyczaj w tym celu humektanty stosuję jako maskę na dłużej przed myciem), jako że hialuron jest tutaj jak w szamponie dopiero przed zapachem, czyli w ilości niewielkiej. Zaskoczyłam się bardzo pozytywnie- przyjemny zapach, bezproblemowe rozczesanie włosów, włosy nie latały na wszystkie strony, tylko były gładkie i lśniące. Atomizer w porządku- nie zacina się. Polecam także stosować na włosy suche, odżywka fajnie je ujarzmia- na przykład po kąpieli słonecznej.





Balsam do ciała z serii hialuronowej
I tutaj mój absolutny HIT!!! Jak widzicie na zdjęciu, produkt zdążył mi się już prawie skończyć- prawda jest taka, że chyba się od niego uzależniłam. Konsystencja kremowa lekka, przyjemny, nieuciążliwy zapach (mały minus za to, iż niedługo pozostaje na skórze). Świetnie się wchłania- zanim, na przykład, skończyłam nim smarować prawą rękę, lewa zdążyła już wchłonąć produkt. Nie lepi się. Skóra jest po nim gładka, widocznie nawilżona, przyjemna w dotyku, nawet lekko błyszczy zdrowością. Kiedy po raz pierwszy w tym roku wybrałam się do solarium i przesadziłam z ilością minut (na pierwszy raz zawsze tak mam, później spokojnie chodzę już dwa razy w tygodniu na średnio 10 minut) uratował mojej skórze życie- była czerwona, piekła mnie i bolała niemiłosiernie. W ciągu całego dnia użyłam go trzykrotnie na całe ciało- nie dość, że od razu po aplikacji czułam ogromną ulgę, na drugi dzień problem zniknął. POLECAM!





A Wy, znacie już może hialuronową serię Joanny? Jakie macie o niej opinie?
xoxo

Podkład Maybelline Dream Velvet nude

Witajcie, Kochani.
Jak widzicie, dzisiaj na blogu pojawiło się mnóstwo mini-recenzji. Zostały one przeniesione z facebooka, gdzie przez jakiś czas je pisałam. Postanowiłam przenieść je tutaj, ażeby i czytelnicy bloga mieli do nich łatwy dostęp. Powracam bowiem do starej metody, jak pewnie zauważyliście- recenzje tutaj, linki na fanpage'u. Oto ostatnia z zaległych recenzji.

Dzisiaj kilka słów na temat nowości od Maybelline New York Polska- podkładu Dream Velvet. Wybrałam odcień 21 nude, który nie jest ani za ciemny, ani za jasny. Fajnie dopasowuje się do odcienia skóry. Zapach przyjemny. Lekka konsystencja musu dobrze rozprowadza się na twarzy... Do czasu. Pomimo matującego kremu, który zawsze kładę pod podkład, ten po prostu ślizga się po twarzy tak, że nie da się go równo, ładnie rozprowadzić. Próbowałam z mniejszą i większą ilością- to samo. Nałożenie pudru po podkładzie powoduje efekt nierównej maski i plamy (jakby mi ktoś sypnął w twarz pudrem sypkim w dużej ilości. Niestety, działanie matujące (pomijając efekt maski) również utrzymuje się bardzo krótko. Próbowałam użyć go także w chłodniejszy dzień- pomyślałam, że może to upał i wilgotna skóra twarzy jest problemem. I tutaj nie zdał swojego zadania. Jestem niestety negatywnie zaskoczona, w porównaniu do niemal każdego podkładu, który miałam, bo spodziewałam się świetnej nowości. Koszt to 30 zł. Produkt oceniam 3/10 za wygodne opakowanie, miłą konsystencję i przyjemny zapach. Patrząc na działanie, zostaję zdecydowanie przy swoich ulubionych podkładach marki Rimmel oraz KOBO.


Zapraszam także na wczorajszy, dłuuugi post, w którym pokazałam swoje włosowe zbiory. :-)
xoxo

Maska do włosów ElestabionR

Dzisiaj kilka słów na temat maski regenerującej do włosów Floslek Laboratorium Kosmetyczne ze specjalnej linii Elestabion R. Produkt jest przeznaczony do włosów suchych, łamliwych, zniszczonych, a także i farbowanych. Skład jest naprawdę świetny moim okiem- w masce znajdziemy olej z pestek moreli, ekstrakt z żeń-szenia, olej arganowy oraz keratynę. Konksystencja kremowa lekka, produkt łatwo wycisnąć z tubki, która podoba mi się szatą graficzną- nieprzesadzona, wygląda profesjonalnie. Producent poleca nałożyć maskę na włosy na 5 minut po myciu. Próbowałam tą metodą (efekt niezły), jednak dużo lepiej sprawdziło się u mnie nałożenie maski na włosy przed myciem na 15-30 minut. Po tym czasie delikatnie myłam skórę głowy (włosy umyła spokojnie spływająca piana) i nakładałam lekką odżywkę. Włosy rozczesywały się bez problemu już po zmywaniu maski Floslek wodą. Po wyschnięciu włoski lekkie, lejące, wyraźnie odżywione, przyjemnie pachnące- i, co dla mnie jest wielkim plusem- naturalnie nabłyszczone. Zdecydowanie polecam osobom o włosach zniszczonych, suchych, pozbawionych blasku. Cena to ok. 25 zł. Produkt spełnia obietnicę producenta, z czystym sumieniem mogę przyznać 9.5/10.


Odżywka Matrix moisture

Dzisiaj kilka słów na temat odżywki do włosów Matrix Professional Haircare & Color moisture. Odżywkę dostałam w litrowym opakowaniu- dla mnie to duży plus, ponieważ znikają u mnie pewnie większe ilości odżywek do włosów, niż wody.  Opakowanie wygodne, żadnych problemów z wydobyciem odżywki. Konsystencja kremowa lekka. Niestety pod koniec opakowania pojawił się taki problem, iż reszta odżywki zbiła się na dole opakowania w gęstą masę typu budyń. Ależ, to w końcu ja. Poradziłam sobie i tak. Chociaż na włosy ciężko było tę resztę nałożyć. Zapach nie był mocny, ale pomimo tego średnio mi się podobał. Skład... Hm, być może Was zaskoczę, ponieważ większość zapewne uważa, że jak kosmetyk profesjonalny i fryzjerski to skład musi mieć super. Błąd. Często to same silikony (które lubię ale nie solo- w odżywkach czy markach z dodatkiem olejków, naturalnych składników czy też nawilżaczy), które mają stworzyć efekt włosów wow, tak aby klientka do fryzjera wróciła. Tu ze składem jest jednak inaczej- nie ma silikonow (co jest dla mnie dużym zaskoczeniem), jednak nie ma też praktycznie żadnych bogatych substancji odżywczych. Tylko natłuszczajaca gliceryna i olejek z moreli. Co do efektu- włosy mogę bez problemu rozczesac, są lekko wygładzone, jednak nie są wyraźnie nawilżone czy odżywione - a w końcu to seria do włosów suchych i zniszczonych. Jestem ciekawa nowej kolorowej serii- pomimo, że z tego produktu nie do końca jestem zadowolona, zapewne którąś z nowości przetestuję. Produkt oceniam 5/10.


Maska do włosów 7th heaven manuka honey

Dzisiaj kilka słów na temat miodowej maski do włosów 7th Heaven. Zdjęcie zapożyczone z Google, ponieważ oczywiście przed zrobieniem fotki opakowania je wyrzuciłam . Drugie zdjęcie moje- zbliżenie na skład, który uważam za naprawdę świetny. Naturalny, bez zbędnych dodatków- tylko olejki (w tym kokosowy, abisyński) oraz miód. Jedna saszetka starczyła mi na jedno użycie na całą długość włosów i skórę głowy- jak zaleca producent. Trochę się obawiałam obciążenia, ale niesłusznie- choć drugi raz nałożyłabym ją tylko na długość włosów, bo miałam odrobinę bardziej płaskie włosy u góry niż zawsze. Konsystencja kremowa lekka, zapach bardzo przyjemny, jak miodowy jogurt. Użyłam jej po myciu, zostawiając na jakieś 5 minut. Włosy rozczesac dały się bez problemu, były wygładzone i lśniące. Wyglądały naprawdę zdrowo. Coś czuję, że zaprzyjaźnię się z produktami tej marki. Polecam spróbować. 8/10.



7th heaven dead sea sheet mask

Dzisiaj kilka słów na temat maseczki do twarzy 7th Heaven z wodorostami morskimi. Przede wszystkim, bardzo mi się podoba opakowanie tych maseczek. Kolorowe, oryginalne, zdecydowanie przykuwają uwagę. Maska z wodorostami jest zrobiona bardzo oryginalnie- to nie papka, którą nakłada się na twarz, tylko coś w rodzaju mokrej szmatki, którą po prostu przykładamy do twarzy. Ma wycięte otwory na oczy, nos i usta, więc spokojnie, nie udusi. Pachnie świeżo i przyjemnie, orzeźwiająco. Dodatkowo delikatnie chłodzi. Po zdjęciu jej z twarzy i lekkim osuszeniu twarzy ręcznikiem stwierdzam, że maseczka jest naprawdę świetna. Skóra błyszcząca, promienna, widocznie nawilżona. Powiedziałabym, że pełna blasku. Zdecydowanie polecam, szczególnie w okresie kiedy słońce wysusza twarz. 10/10, zasłużone.