Obserwatorzy

Rozdanie z prześliczną sukienką i zapowiedź włosowego FAQ

Witajcie Kochani,
już niedługo przedstawię Wam dość obszerny post z serii, którą lubicie. Będzie on dotyczył mojej włosowej pielęgnacji. Tym razem stworzę swoje osobiste FAQ, czyli odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, które otrzymuję. Opowiem jak dbać o włosy, czego unikać, na co zwracać uwagę. ;-) Ciekawi moich złotych środków? Pozdrawiam również jedną z czytelniczek, Agatę, która poprosiła mnie o taki wpis. :-)

A tymczasem zapraszam Was na wciąż trwające rozdanie, w którym wygrać możecie jedną z przepięknych dwóch sukienek.



Podsumowanie facebookowych mini-recenzji : MAJ - włosy

W tym, ostatnim już dzisiaj poście, zgodnie z zapowiedzią zamieszczę mini-recenzje, które praktycznie dzień w dzień od pewnego czasu zamieszczam na swoim facebookowym fanpage'u: KLIK. W tym miesiącu (właściwie od jego części) pod lupę wzięłam kosmetyki, których obecnie używam do pielęgnacji włosów. Cóż, miesiąc się skończył, a ja nie doszłam nawet do jednej trzeciej... 

Dla fanów bloga recenzje zamieszczam i tutaj, jak to będę robić z fanpage'owymi wpisami co miesiąc. Miłej lektury.

1. Szampon i odżywka NIVEA targeted care. 
Przyznam szczerze, iż moje włosy nigdy nie lubiły produktów marki Nivea. Udało mi się jednak załapać na test nowej serii tejże marki. Okazało się, iż ów duet moim włosom służy! Zarówno szampon jak i odżywka mają kremową konsystencję i bardzo przyjemny zapach. Włosy po użyciu są gładkie, nieobciążone, wyglądają całkiem zdrowo. Dzięki odżywce nie mam problemów z rozczesaniem włosów. Używam ich razem lub solo (bardziej pasuje mi użycie duetu) średnio raz w tygodniu, ponieważ zawierają hydrolizowane proteiny, które moje włosy średnio lubią dostawać częściej. Oprócz tego fajnie, że w składzie znalazł się olejek makadamia. Dobrze się to równoważy. Zapach jest na ostatnim miejscu składu, w związku z czym składniki naprawdę mają szansę porządnie się przyjąć (w końcu co z składzie po zapachu to już nie bardzo się liczy). Polecam spróbować. Cena to około 18 zł za duet.
Duet oceniam 8/10.
Cena to około 18 zł za duet.Duet oceniam 8/10.





2. Wcierka na porost włosów Jantar Farmona z wyciągiem z bursztynu. Producent nakazuje stosować ją na skórę głowy przez trzy tygodnie codziennie, następnie zrobić tydzień przerwy i wrócić do kuracji. Moje odczucia są bardzo pozytywne. Przede wszystkim, żadnego przykrego zapachu jak to jest w przypadku wcierki z kozieradki. Włosy rzeczywiście rosną szybciej, choć u mnie jest to dość powolny proces.Ogromnym plusem jest mnóstwo pojawiających się baby Hair, dzięki którym włosy wyglądają na bardziej gęste. Wcierkę nakładam na skórę głowy i masuje- oczywiście po myciu. Zauważyłam też, że włosy przy skórze głowy w ogóle się po niej nie przetłuszczają. Jest jeden minus, który jednak nie zmienia tego, że jest to moja ulubiona wcierka. Opakowanie jest straszne- ciężko wydobyć wcierkę tak, by wylac ją tylko na skórę głowy, w efekcie czego często po prostu uderzam się szklaną buteleczką po głowie. 

Cena to około 10 zł.
Produkt oceniam na 9/10. Punkt mniej za brak sensownego dozownika.


3. Odżywka Dove oxygen moisture. Bardzo spodobał mi się jej wygląd- profesjonalna tuba, która dumnie prezentuje się na półce, uginającej się pod ciężarem kosmetyków. Odżywka przeznaczona przede wszystkim do włosów, które potrzebują nawilżenia. Zapach lekki, przyjemny. Konsystencja kremowa, lekko luźna. Brak protein w składzie, co dla mnie jest plusem, ponieważ mogę jej używać codziennie. Niestety słabo sprawdza się na moich włosach. Są one gładkie, mogę je rozczesac bez problemu, jednak niestety widocznego efektu nawilżenia, czy odżywienia brak. Raz nawet miałam po niej bardzo szorstkie włosy. Być może lepiej sprawdza się w duecie z szamponem. Zamierzam spróbować jeszcze wersji czerwonej, może będzie lepsza. Kosztuje około 20 zł.
Ocena 4/10.

4. Mleczko do włosów, na które skusiłam się w Auchan właściwie ze względu na nazwę- skojarzyła mi się z ulubioną serią odżywek Garnier – Dbaj o siebie, z których wersja awokado i karite jest moim ulubieńcem. Niestety produkt mnie rozczarował. Zapach jest przyjemny. Konsystencja kremowego glutka, którego nie da się łatwo wydobyć z pudełka. Odkręcam nakrętkę i macham butelką, bo inaczej się nie da. Stosuję po myciu jak odżywkę. Włosy rozczesują się bez problemu, jednak poza tym brak widocznych plusów- odżywienia czy wygładzenia. W składzie olej rycynowy, masło karite oraz olej kokosowy- na pewno nie do stosowania często, ponieważ olej rycynowy, o ile jest dobry na porost, o tyle nie na włosy. Cena ok. 7 zł.Ocena 3/10.

5. Maska Revlon Uniq One Polska. Aż dziesięć korzyści dla naszych włosów. Posiadam także serum z tej serii- ale o nim w innym wpisie. Jest to maska profesjonalna, którą każdemu chętnie polecę! Dlaczego! Nic nie dało mi efektu tak pięknych i wygładzonych włosów, na których w dodatku zapach maski utrzymywał się jeszcze na drugi dzień. W składzie żadnych protein, co dla mnie jest plusem. Konsystencja kremowa. Producent zaleca nałożenie maski na umyte włosy i pozostawienie jej na 3 minuty. Potem maskę należy spłukać. Tak też zrobiłam i efekt na włosach mogę spokojnie określić jako 'wow'. Następnym razem planuję nałożyć ją na dłużej. Jestem pewna, że efekt tafli będzie jeszcze mocniejszy. Gorąco polecam spróbować, z czystym sumieniem mogę dać 10/10.

6. Odżywkę, którą wczoraj zużylam do reszty. Mowa o Chantal sebum control, odżywce odświeżającej. Bardzo wygodna butelka z pompką. Konsystencja kremowa bardzo lekka. W składzie lekkie substancje myjące, zioła oraz niewielkie cząsteczki protein. Na długość włosów sprawdzała się średnio- toteż używałam jej głównie do emuglowania oleju. Za to kiedy nie miałam czasu umyć włosów codziennie- położona na kilka minut na skórę głowy przed kolejnym myciem świetnie ją oczyszczała, odświeżała i nawilżała. Od czasu do czasu spokojnie zastępowała mi szampon. Żadnego obciążenia. Zapach w porządku. Oceniam działanie nie na długości włosów, bo to nie odżywka do mojego ich typu, ale do mycia skóry głowy oraz zmywania oleju- 6/10.

7. Maska Perfect.ME - perfekcyjne włosy w kolorze zielonym- naturalne oleje. W składzie zero parabenow, sztucznych barwników. Za to olej arganowy, kokosowy, jojoba, ze słodkich migdałów i makadamia! Istne bogactwo. Jest to jeden z trzech wariantów masek, które za grosze dostaniemy w saszetkach w Biedronce oraz w pełnowymiarowym opakowaniu w Hebe. Mnie na włosy długie jedna saszetka starcza na dwa użycia. Zazwyczaj nakładam ją na kilka minut po myciu włosów. Trochę się bałam wersji zielonej, gdyż moje włosy oleju kokosowego nie lubią. Wygląda jednak na to, iż towarzystwo innych olejów działa na nie świetnie. Konsystencja kremowa, przepiękny i trwały zapach, trochę jak perfumy na moją nutę. Włosy błyszczące, wygładzone, odżywione. Serdecznie polecam spróbować nie tylko właścicielkom włosów niskoporowatych, które olej kokosowy lubią, a wszystkim.  8/10 ode mnie. Cena saszetki to 1,49 zł, cena pełnowymiarowanego opakowania to 8,99zł. 

8. Odżywka Syoss repair therapy keratin primer. W składzie małe cząsteczki protein keratyny, olejek z pestek brzoskwini, panthenol, gliceryna. Bardzo wygodne duże opakowanie, konsystencja kremowa lekka, zapach bez szału. Używam jej raz na jakiś czas już od dłuższego czasu na kilka minut po myciu i zużyć jej nie mogę. Kolejny kosmetyk Syoss, który niestety bardzo mnie zawiódł. Włosy można normalnie rozczesać, jedyny plus. Poza tym wyglądają niestety gorzej, niż przed użyciem odżywki- puchate sianko. Uwidocznione zniszczenia. No niestety, nie... 2/10. Cena to ok. 15 zł. 

9. Szampon Kallos Polska luminous shine. O ile kocham wszystkie maski Kallosa (poza czekoladową), o tyle niestety żaden ich szampon się u mnie nie sprawdził. Większość tylko ładnie pachnie, ale i to nie zawsze. Co do szamponu nabłyszczającego, o którym dzisiaj mowa- bardzo wygodna butelka z pompką. Konsystencja szamponu płynna i dość rzadka. Widoczne drobinki. Zapach całkiem w porządku, bez szału. Niestety, gdyby nie odżywka włosów nie dałoby się rozczesac. Włosy stają się po nim tępe i szorstkie. Obiecanego połysku też jakoś ze świecą szukać. Dobry może do oczyszczenia skóry głowy, bo w składzie nie ma nic ciekawego- mocny detergent sls i praktycznie nic poza tym. 2/10 Cóż. Pozostaje kupować tylko maski!


10. Olejek Isana. Olejku tego używam na końce włosów dla zabezpieczenia już po myciu- na mokre włosy, potem je rozczesuję. Starcza mi do tego ok. 5-6 pompek, czyli niewielka ilość. Zapach jest przyjemny, konsystencja oleista gęsta, dzięki czemu olejek jest bardzo wydajny. W składzie olej słonecznikowy, olej z nasion słonecznika, olejek arganowy. Oprócz tego emolienty i silikony, do zabezpieczania włosów jest więc idealny. Kiedy włosy już wyschną, końcówki wyglądają na zdrowsze, całość włosów (na który olejek przeciągam przy czesaniu) jest błyszcząca i bardziej mięsista. Po takiej dawce włosy nie są podatne na zniszczenia mechaniczne aż do kolejnego mycia. Cena w Rossmann Polska to około 15 zł. Serdecznie polecam, 9/10.


11. Olejek babydream fur mama- który większość kobiet używa, by nie mieć rozstępów po ciąży. Ja jednak kupiłam go w zupełnie innym celu- i w tym właśnie sprawdza się idealnie- do olejowania włosów! Nakładam go solo kilka godzin przed myciem. Ze względu na skład nie mieszam go z maską, czy niczym innym. Sam w sobie jest świetny. W składzie tylko potrzebne składniki- wszystkie przed zapachem, więc w porządnej ilości- olej sojowy, olej ze słodkich migdałów, olej słonecznikowy, olej jojoba oraz olej makadamia. Myślę, że każda włosomaniaczka w tym momencie powie wow. I słusznie! Zapach przyjemny, konsystencja właściwa nie za gęsta nie za rzadka, wydajny dzięki niewielkiemu otworkowi w butelce. Włosy wyglądają na zdrowsze, optycznie nawilżone, wygładzone i błyszczące. Leją się. Myślę, że sprawdzi się na każdych włosach. Do kupienia w Rossmann Polska za ok.15 zł. Polecam, szczere 10/10 ode mnie.


I to już wszystko na dzisiaj. Jak Wam się podobają takie podsumowania?
xoxo

Reanimacja dla włosów zniszczonych z AlejąKobiet

W kolejnym poście chcę Wam pokazać dwie nowości, o których niebawem przeczytacie całą recenzję. Jak doskonale chyba już zdążyliście się przekonać, na punkcie włosowej pielęgnacji mam niemalże świra. ;-) Moja włosowa półka (ha, a żeby to jedna) dosłownie pęka już w szwach.

Cóż tym razem do niej dobyło? 




Maska Floslek jest produktem specjalistycznym z jednej z dwóch nowych linii ich kosmetyków do włosów (druga wspomaga walkę z wypadaniem włosów). Produkt jest w poręcznej tubie, zapach całkiem przyjemny. Jak na razie o działaniu się nie wypowiem, ponieważ użyłam jej dopiero raz. W składzie keratyna, czyli moja ulubiona włosowa proteina, stanowiąca zresztą główny budulec włosa, fucogel, czyli jeden z najlepszych nawilżaczy (humektantów), olej arganowy- chyba ulubiony olej wszystkich włosomaniaczek, naturalny aktywny wzmacniacz, czyli żeń-szeń oraz olej morelowy, który kiedyś miałam już przyjemność testować jako główny składnik odżywki i z którego to działania byłam bardzo zadowolona. Mam nadzieję, iż ta skoncentrowana maska sprawi, iż moje włosy będą jeszcze piękniejsze. Zamierzam też położyć ją na włosy na dłużej przed myciem- nie tylko na moment po myciu.

Drugi produkt to odżywka regenerująca maski, którą znają chyba wszyscy- mowa tu o L'biotica. Sama zresztą markę tę uwielbiam. Cieszę się z tego, iż będę mogła przetestować profesjonalną serię ich produktów. Producent obiecuje natychmiastową regenerację włosów osłabionych ze skłonnością do wypadania. W składzie znajdziemy trochę silikonów, keratynę oraz różnego rodzaju olejki- olej ekologiczny z róży, olejek rozmarynowy oraz olej słonecznikowy. Mam nadzieję, iż ta mieszanka nie tylko wygładzi moje włosy, ale i sprawi, że będą zdrowsze- nie tylko wizualnie.

Cóż więc, nic tylko testować. O powyższych włosowych dobrociach szersze recenzje już niebawem.
xoxo

Kosmetyki otrzymałam dzięki uprzejmości alejakobiet.pl

Mazidla.com - zapowiedź recenzji półproduktów kosmetycznych


W tym poście przedstawię Wam moich nowych przyjaciół. 
Od dawna bowiem interesuję się pielęgnacją włosów, również i naturalną pielęgnacją, nigdy nie próbowałam jednak stworzyć własnych kosmetyków- zawsze wybierałam te gotowe, ewentualnie je mieszając (np. dodanie oleju do maski, co właściwie nie jest żadną filozofią- no, może tyle to ile czego do czego i co z czym połączyć- ale tu wystarczy znać swoje włosowe preferencje). 

Tym razem postawiłam jednak na coś zupełnie innego- półprodukty. Chcę nie tylko ulepszać nimi ulubione maski do włosów, ale i stworzyć własną mgiełkę i serum. Wybór padł na sklep, którego logo widzicie poniżej i zapewne dobrze znacie- z najszerszym chyba wyborem półproduktów i bardzo korzystnymi cenami. 


Co znalazło się w moim koszyku? Wybrałam takie produkty, które zawsze chciałam przetestować, ale i takie, które moje włosy uwielbiają dostarczane przez maski czy odżywki. A oto moje nowości: 


Kolagen roślinny- należy do kategorii protein, dlatego na pewno nie będę przesadzać z częstotliwością stosowania. Bardzo dobrze jednak od czasu do czasu działa na moje włosy zawarty w niewielkiej ilości w odżywce, w związku z czym postanowiłam przekonać się jak zadziała jako półprodukt.
Gliceryna roślinna- świetnie nawilżający humektant. Uwaga, jest jednak bardzo tłusty, dlatego należy uważać z ilością. Cóż... w końcu ma działanie głównie natłuszczający.
Active aloe- koncentrat żelu aloesowego, czyli bardzo skoncentrowany aloes. Konsystencja jest proszkowana, jednak w niczym nie przeszkadza to na przykład wymieszać go z maską. Aloes zaliczamy do grupy humektantów, czyli tak zwanych nawilżaczy. Zdecydowanie należy on do moich ulubionych, zaraz po miodzie.

Mleczko migdałowe- przyznam się szczerze, że kompletny strzał w ciemno... i póki co już powiedzieć mogę, że strzał w dziesiątkę. To z kolei kategoria emolientów, które moje włosy również uwielbiają. 
Dalej Panthenol 75% - witamina b5, 
Kompleks silikonowy- jak dla mnie silikony niezbędne są w każdym olejku czy serum do włosów, które służy nam do zabezpieczania końcówek już po myciu. W niewielkiej ilości ich działanie jest wręcz konieczne- chronią przed urazami mechanicznymi włosa, utrzymują go w dobrej kondycji, bez narażenia na rozdwojenia. Do swojego serum wybrałam więc cały kompleks.


 Wersenian dwusodowy to nic innego jak koncentrat- należy bowiem pamiętać, że bez niego własnoręcznie wykonane sera, mgiełki, czy też inne kosmetyki nie przetrwają zazwyczaj więcej, niż kilku dni.

Cóż, nowości przedstawione- teraz pora na testy. Nad przepisem na mgiełkę i serum jeszcze myślę, ale już mogę Wam powiedzieć, jak przebiegł mój inny, pierwszy z półproduktami test. Wczoraj nałożyłam na włosy emolientową maskę Kallos multiwitamina na około półtorej godziny. Dodałam do niej odrobinę aloesu, mleczka migdałowego oraz panthenolu. Efekt? Gładkie, lejące się, błyszczące i wyglądająco zdrowo włosy. Cóż, wychodzi na to, iż kluczem do pielęgnacji włosów jest nie tylko dobór odpowiednich kosmetyków, ale i wzmocnienie ich ekstra dodatkami. Jestem pewna, że półprodukty pozostaną ze mną na dłużej. Jeszcze o nich usłyszycie. ;-)

Produkty do testowania wybrałam samodzielnie dzięki uprzejmości firmy MAZIDŁA.

xoxo

Aż dwa rozdania! Wygraj sukienkę oraz kosmetyki do włosów.

Witajcie, Kochani.
Ostatnio bardzo intensywnie udzielam się na facebook'u bloga, pora jednak i tutaj wziąć się za podsumowanie majowych mini-recenzji na facebooku oraz dodać kilka dłuższych postów. Za co się właśnie dzisiaj zaczynam zabierać. Tymczasem, zapraszam Was na facebookowy fanpage, gdzie obecnie trwają aż dwa rozdania. 

W pierwszym do wygrania jest jedna z dwóch pięknych sukienek,

Aby wziąć udział: KLIK.


W drugim konkursie natomiast do wygrania rosyjskie naturalne kosmetyki Babci Agafii, które osobiście uwielbiam. Zwycięzca sam je wybierze za wygrany bon w kwocie 60 zł.



Aby wziąć udział, KLIK

Życzę wszystkim powodzenia, do usłyszenia w krótce.

xoxo

Innowacja, czyli mini-recenzje na facebooku

Witajcie, Kochani.
Dzisiaj przychodzę do Was z informacją- otóż postanowiłam nieco zmienić formę blogowania. Tutaj dalej będą pojawiać się posty- dłuższe recenzje, jednak ciut rzadziej. Natomiast na moim fanpage'u na facebooku codziennie pojawi się mini-recenzja danego kosmetyku. Zapraszam więc do obserwowania KLIK. Dodatkowo, raz w miesiącu zbiorę wszystkie recenzje z fanapge'a i dodam je tutaj w zbiorczym poście. Cóż o tym sądzicie?
xoxo

Okiem Julii 10: Jak przeżyć z włosomaniaczką i nie zwariować?

Witajcie Kochani.
Starsi fani na pewno pamiętają posty z serii okiem Julii- trochę na poważnie, bardziej na prześmiewczo. Dzisiaj coś dla panów- jak żyć pod jednym dachem z włosomaniaczką i nie zwariować- czyli dekalog zachowań i najczęściej spotykanych sytuacji (większości doświadczył również mój TŻ). ;)


1. Nigdy bez pytania nie pij czegokolwiek, co stoi w kuchni.
Szczególnie, jeśli jest w szklance i ma podejrzanie podobny wygląd do dobrze znanego Ci napoju. Unikniesz wówczas na ten przykład rozczarowania ohydnym smakiem zaparzającej się wcierki z kozieradki, która wygląda identycznie jak rosół. Niestety, identycznie nie smakuje.

2. Jeśli olej stoi w łazience...
znaczy to, że olej ma stać w łazience i nie masz z uporem maniaka przenosić go do kuchni. A już Cię ręka Boska niech broni przed usmażeniem na nim schabowych. Nie dość, że smak może odbiegać od pożądanego to jeszcze może się okazać, że zużyłeś olej, który wcale do tanich nie należy.

3. Omijaj zakupy.
Nigdy, przenigdy nie wybieraj się ze swoją włosomaniaczką do drogerii. Unikniesz analizowania składu każdego kosmetyku, podskakiwania w euforii, bo ulubiony szampon jest w promocji i dźwigania koszyka z czterema odżywkami, dwoma olejkami, trzema mgiełkami i czterema szamponami. Ano i rozmyślań o tym po co jej tyle tego, skoro Ty używasz jednego szamponu dopóty, dopóki się nie skończy. Plus, zaoszczędzisz godzinę- na wizycie w jednym sklepie.

4. Nigdy nie pytaj, co właśnie nałożyła na włosy.
Unikniesz w ten sposób informacji, które wcale nie są Ci potrzebne, definicji o emolientach, humekantach czy proteinach, ich łączeniu oraz tygodniowym zapotrzebowaniu jej włosów na nie. I, gwarantuję Ci, nie tylko.

5. Nie przestawiaj kosmetyków.
Jeśli kosmetyki do włosów są ustawione w kolejności, absolutnie ich nie przestawiaj. Nie dostawiaj też na półkach absolutnie niczego swojego. W ogóle nie dotykaj i uznaj te półki za święte. Ominą Cię wówczas 'latające cholery' i narzekanie na to, że przez ten Twój jeden szampon znowu nie ma miejsca na swoje kosmetyki, a właśnie kupiła dziesiątą odżywkę. Uśmiechnij się i znajdź na swój szampon miejsce- inne miejsce.

6. Nigdy nie komentuj oleju na włosach.
Jeśli Twoja dziewczyna olejuje włosy- po prostu chce, by były ładne. Musisz z uśmiechem przecierpieć. Jeśli oszczędza Ci owego widoku i nosi turban- nie smiej się, tylko bądź wdzięczny, że nie musisz oglądać włosów rodem z 'nie myłam ich dwa tygodnie'.

7. Nie pytaj na jaki kolor farbuje włosy.
W najgorszym przypadku usłyszysz 4.0 plu 4.7 na 3% oxy, co i tak Ci nic nie powie, w najlepszym ciemny głęboki nasycony fioletowy brąz, co pewnie będzie jawić Ci się jako Buka, a tak właściwie... Pewnie i tak nie zauważysz różnicy pomiędzy nowym kolorem a poprzednim.

8. Nie kupuj jej kosmetyków do włosów.
No chyba, że dostaniesz szczegółową instrukcję (czytaj nazwę, kolor i wielkość opakowania oraz najlepiej cenę). Oszczędzisz jej zakłopotanego uśmiechu i rozważania co też może z tym szamponem zrobić, bo przecież totalnie się dla jej włosów nie nadaje. ;)

9. Pociesz.
Jeśli narzeka, że jej włosy są ostatnio suche i zniszczone i tak je komplementuj. Przykład (mojego kochanego faceta) : 'piękne masz te włosy, takie szorstkie, jak len...'. Widać, że to było szczere! Cóż- i jak tu ich nie kochać? 

10. Co do odrostów...
Nigdy nie mów, że ma widoczne odrosty (jakbyś już je jakimś cudem zauważył). Za to, jeśli sama mówi- 'zobacz ile mi już włosy urosły, całe 2 cm w miesiąc!'- natychmiast zareaguj bardzo entuzjastycznie. W końcu te długie, piękne, wymarzone włosy chce też mieć dla Ciebie.

Jak się Wam podobał post? Coś byście dodali?
xoxo